piątek, 5 sierpnia 2011

Pomysł na retrokryminał!

Zrobi się ciekawie. Cytuję fragment doskonałej blogonotki Wojciecha Orlińskiego z Jego bloga.
Istotnie pomysł apetyczny (choć nie dla mnie, dlatego się dzielę)
"Zbrodnie w Warschau

Uwielbiam skakać od dygresji do dygresji. Widać to po tym blogu i widać to było na moim spiczu na wrocławskim festiwalu. Jedną z wielu poruszonych na nim dygresji był apel do tych, którzy zaszczycili mnie swoim przybyciem, żeby pomyśleli o napisaniu powieści kryminalnej dziejących się w czasach, w których Warszawa była częścią zaboru pruskiego.

Kryminał historyczny to teraz modny gatunek, to konkretny rynek i konkretna kasa. A ja lubię czytać takie rzeczy, więc chciałbym, żeby ktoś utalentowany coś takiego napisał.
W pruskiej Warszawie żył pruski urzędnik Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann. Którego szerzej znamy pod dziwacznym pseudonimem: Ernst Theodor Amadeus Hoffmann. Zmienił sobie jedno imię w hołdzie dla Mozarta.
Wkład Hoffmanna do współczesnej popkultury jest trudny do przecenienia. Jego nowela „Der Sandmann” (w polskim przekładzie: „Piaskun”) zainspirowała enerdowski serial „Piaskowy dziadek”, cykl komiksów Neila Gaimana i piosenkę Metaliki. Nieźle jak na prowincjonalnego pruskiego urzędasa!
Wśród służbowych zadań Hoffmanna było wymyślanie nazwisk dla nowych poddanych Fryderyka Wilhelma, którzy dotąd ich nie mieli. Czyli dla Żydów zamieszkujących dawne polskie ziemie. Jak przystało na autora „Sandmana” i „Dziadka do orzechów”, Hoffmann miał fantazję, stąd skłonność do nazwisk typu „śpiew słowików” albo „złote drzewo”.
Hoffmann nadawałby się na bohatera (albo może postać drugoplanową?) historycznego kryminału, bo przypisuje mu się bycie pionierem i tego gatunku. Jego „Panna de Scudery” opublikowana w 1817 uważana bywa za pierwszy utwór detektywistyczny („Zabójstwo przy Rue Morgue” Poego to rok 1841).
Hoffmann lubił Polskę i Polaków, podobno wspominał potem warszawski okres jako najpiękniejsze lata życia. Polski akcent pojawia się nawet w „Sandmanie” (nazwisko gdańskiego malarza Daniela Chodowieckiego, którego cenił sobie Hoffmann).
Odrobinkę naciagając historyczne fakty, możemy więc sobie wyobrazić faceta, który spaceruje po Krakowskim Przedmieściu i wymyśla „Dziadka do orzechów”. Możemy też sobie wymyślić, że jakaś kryminalna intryga, w którą został wplątany, inspiruje go do napisania „Panny de Scudery”.
Podrzucam te przykłady na rybkę - gdybym czuł, że sam to umiem napisać, to bym to sam napisał. Ale na pewno da się coś takiego wymyślić!
PS. Ewentualnego autora proszę o zaproszenie na bibkę z okazji premiery książki :-)
23:29, wo , Pop "