sobota, 18 maja 2013

Jak pisać wielkie rzeczy?

Te refleksje nasunęły mi się po lekturze felietonu Krzysztofa Vargi "Brzechwa dzieciofob" (DF nr120/1027), który powstał pod wpływem lektury książki "Brzechwa nie dla dzieci" Mariusza Urbanka. Cytuję: "Miał Brzechwa, zamożny prawnik, kompleks kuzyna Bolesława Leśmiana. Były to wspaniałe czasy, gdy prawnicy zazdrościli pisarzom talentu, rzecz dziś nie do pomyślenia, dziś każdy rozsądny pisarz marzy, by zarabiać tyle, co prawnik. Pisał więc zaciekle Brzechwa wiersze, które Leśmian raczej w słabym poważaniu miał, nikt dziś wierszy dla dorosłych Brzechwy nie pamięta. (...)Przez całe życie nosił w sobie Brzechwa kompleks, że go inni pisarze i krytycy poważnie nie traktują, że go za autora dziecięcego wyłącznie mają, a on epokowe i nieśmiertelne liryki dla dorosłych pisze. Twórczość bajarska to jest w ogóle poboczna sprawa, ja nade wszystko wzniosłym, arcypoważnym poetą jestem! Nie chciał być zapamiętany jako bajkopisarz, chciał być zapamiętany jako wielki liryk. Wielu tak miało. Na przykład Ferenc Molnar chciał, by go świat zapamiętał jako wielkiego dramaturga, dziś nikt jego sztuk nie pamięta, a jedynie "Chłopców z Placu Broni", których napisał, by długi karciane spłacić, a nie z powodu miłości do dzieci."
Smutna historia, ale może kryje się w niej sposób na pisanie wielkich rzeczy? Może bajki Brzechwy były tak dobre, ponieważ pisane bez ciężaru wielkich nadziei? Ot, tak sobie. Wielkie miały być te zapomniane liryki, na nich zawiesił swoje ego, swoje "Non omnis moriar", a więc i lęki i blokady twórcze. Trzeba wyznaczyć sobie cel - wielki i niekoniecznie realny. A potem, na boku, pisać jakieś tam wypociny dla zabawy, albo dla spłaty długów!