poniedziałek, 5 października 2015

Polowanie na Mao Tse Tunga

Polowanie na Mao Tse Tunga.

Siedemnastu członków załogi poległo w walce. Ci, którzy przeżyli znaleźli Bonda pod pokładem, leżącego we własnej krwi z kilkoma ranami od szrapneli. Został trafiony w nogi i plecy, w czasie ataku na rzece Jangcy, na jednostce H.M.S. Ametyst, na którą został zaokrętowany wiosną 1949 roku w Hong Kongu.
Marynarz George Hickinbottom nie mógł uwierzyć własnym oczom. To on wprowadził Bonda na pokład, pokazał mu jego koję.
- Bond, nie możesz tak po prostu umrzeć. Nie złapaliśmy przecież jeszcze Mao Tse Tunga! Siedzi pod pokładem i zżera nasze zapasy!
Bond poruszył długimi wąsami. George na własnych rękach zaniósł go do pokładowego lekarza.
Jak wiadomo, każdy Bond ma swojego przełożonego, nazywanego M. Od kilku filmów M. jest płci żeńskiej. Agent Jej Królewskiej Mości, o którym pisałem na wstępie, mimo, że tak naprawdę nie nazywał się Bond, a do tego wcale nie był człowiekiem, tylko kotem też miał swoją M.
Przyjaciele nazywali ją Mia. Urodzona w Londynie w 1870 roku jako córka pastora Wolnego Kościoła, najstarsza z jego ośmiu dzieci, wyrosła na bystrą i pewną siebie młodą kobietę, która nigdy nie bała się wypowiadać swoich poglądów. Pod wpływem gorącej wiary, pragnąc wspomóc rodzinę, postanowiła znaleźć sobie posadę. Od kobiet z jej klasy w tamtych czasach nie oczekiwano pracy zarobkowej, jednak Mia za nic miała konwenanse i otworzyła studio nagraniowe, które przyciągnęło wielu znanych współcześnie twórców.
W wieku 28 lat poślubiła kuzyna, Arnolda Dickina, ambitnego księgowego, pod jego wpływem zrezygnowała z pracy na rzecz prowadzenia domu. Para wiodła aktywne życie towarzyskie, przez ich salon przewijała się londyńska elita: przemysłowcy, politycy, urzędnicy. Jednak brak pracy zarobkowej pozostawił w sercu Marii pustkę, którą niebawem miała wypełnić. Zaangażowała się w akcje charytatywne. Odwiedzając ubogie rodziny East Endu zwróciła szczególną uwagę na złe traktowanie zwierząt. Poruszał ją widok ulicznych psów, często ciągnących za sobą złamane kończyny, chorych z niedożywienia kóz i królików w przydomowych ogrodach, osłów i koni pracujących ponad miarę dla sprzedawców warzyw i handlujących węglem domokrążców.
W wydanej później książce „Płacz zwierząt” napisała:
„Cierpienie i nieszczęście tych biednych, opuszczonych istot w przeludnionych rejonach miasta stało się dla mnie olśnieniem. Nie miałam o tym pojęcia, odczułam nie dającą się znieść rozpacz”.
Wybuchła Pierwsza Wojna Światowa. Maria zaangażowała się w pracę mającą poprawić straszne warunki życia zwierząt w dzielnicy Whitechapel w Londynie. Postanowiła otworzyć lecznicę, gdzie biedni mieszkańcy East Endu mogliby otrzymać pomoc dla swoich chorych lub rannych podopiecznych. Nie zważając na sceptycyzm elit w niedzielę 17 listopada 1917 roku otworzyła w piwnicy poradnię. Okazała się takim sukcesem, że nieomal natychmiast Maria musiała poszukać większej siedziby. W ciągu sześciu lat działalności ta niezwykła kobieta zaprojektowała i wyposażyła pierwszą mobilną lecznicę a wkrótce całą flotę karetek, które działały na terenie całego kraju.
Sukces zwrócił uwagę Królewskiej Izby Lekarzy Weterynarii oraz Ministerstwa Rolnictwa. Zapewniając darmowe leczenie zwierząt biedoty i przyuczając pracowników organizacja PDSA (od People’s Dispensary for Sick Animals, czyli mniej więcej Powszechna Pomoc dla Chorych Zwierząt) stała się groźną konkurencją dla prywatnych praktyk.
Ugoda z zawodowymi lekarzami weterynarii doprowadziła do zaakceptowania działań założonej przez Marię organizacji, pod warunkiem podporządkowania się ustawom wydanym przez Parlament, które uregulowały działalność charytatywną na rzecz zwierząt.
Z inicjatywy PDSA w czasie Drugiej Wojny Światowej w centrum Londynu powstał niezwykły klub, którego żaden członek nie był człowiekiem. Allied Forces Mascot Club (Klub Maskotek Zjednoczonych Sił) przyjmował tylko niezwykłe zwierzęta, takie, które odegrały ważną rolę w działaniach wojennych. Należały doń psy, kozy, ptaki, małpy i lis. Każdy członek AFMC miał prawo do noszenia specjalnej klubowej plakietki – nawiązującej do odznak wręczanych kombatantom, ale dla szczególnie zasłużonych stworzeń przewidziano coś specjalnego.
Aby uhonorować pracujące u boku ludzi w armii i innych służbach istoty zdecydowano się na ustanowienie specjalnego odznaczenia, odtąd nazywanego Medalem Dickin. Była to obramowana motywem wieńca laurowego brązowa plakietka z dwoma napisami: „Za waleczność” oraz „My także służymy”. Odznaczone zwierzęta musiały wykazać się „rzucającą się w oczy odwagą i oddaniem w służbie w Armii lub Obronie Cywilnej” Od początku istnienia medal ten znany był na świecie jako zwierzęcy Krzyż Wiktorii. Odznaczono nim w ciągu 70 lat 63 zwierzęta zaangażowane do walki z wrogiem w wielu krajach na całym świecie: konie, psy, jednego kota oraz ptaki.
Pierwszymi uhonorowanymi były gołębie pocztowe, wysłane, aby pomóc w zlokalizowaniu pozycji załóg zestrzelonych samolotów. Ostatnie medale wręczono psom szukającym min w czasie wojny w Zatoce Perskiej i Afganistanie, oraz uczestniczącym w operacji ratunkowej po tragedii jedenastego września.
Owym jedynym kotem był Simon. Szczury w gorącym klimacie południowej Azji mnożyły się jak na potęgę, pustosząc i zanieczyszczając skromne zapasy Ametysta. Zdolności łowcze Simona były teraz potrzebne jak nigdy dotąd. Lekarz wyjął z ran na ciele kota cztery odłamki. Nasz Bond szybko wrócił jednak do zdrowia. Jego forma zdawała się lepsza niż przez incydentem na Jangcy. Wreszcie rozprawił się z największym złodziejem na pokładzie, grubym osobnikiem nazywanym przez marynarzy Mao Tse Tungiem. Po tym osiągnięciu Simon dostał awans na stopień starszego szeregowego. Zgodnie z rozkazem króla Jerzego VI otrzymał też specjalną wstążkę Klubu Chińskiej Floty, a jego zdjęcie ozdobiło okładkę magazynu Time. Komisja AFMC nominowała Simona do Medalu Dickin. Niestety nie doczekał uroczystości. W czasie kwarantanny, którą musiał przebyć po przypłynięciu z Hong Kongu, jak każde przywożone na Wyspy zwierzę, zmarł na wirusowe zapalenie jelit. Był wciąż młodym kotem, jednak rany odniesione na pokładzie Ametysta osłabiły jego organizm.
W następnych odcinkach cyklu poznamy historie innych odznaczonych Medalem Dickin zwierząt.


Korzystałem z książki Davida Longa „Animal Heroes” oraz informacji na stronie PDSA. Zdjęcie z: http://image2.findagrave.com/photos/2007/49/17988582_117191724697.jpg

czwartek, 1 października 2015

Nie mogę obiecać zupełnej regularności, ale za to już niedługo - jak tylko skończy się gorączka związana ze spotkaniem autorskim (patrz plakat) - opublikuję kilka tekstów głównie poświęconym dzielnym zwierzętom.
A na razie - czas Mennicy. Premiera odbyła się 10 września 2015, wielkimi krokami zbliża się wieczór autorski w Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa w warszawskich łazienkach.