piątek, 25 maja 2012

Z życia wzięte 2

Za Głosem Pomorza: Mężczyzna, którego zwłoki przenoszono w wersalce, zmarł naturalnie .
- Sekcja zwłok 59-latka, którego ciało próbowano w czwartek wywieźć z miasta w wersalce, wykazała, że zmarł naturalnie, bez udziału osób trzecich - mówi Dariusz Iwanowicz, prokurator rejonowy w Słupsku.

Sekcja zwłok potwierdziła także, że 59-letni mężczyzna zmarł co najmniej tydzień przed feralnym czwartkiem, gdy jego ciało dwóch słupszczan (23-latek i 40-latek) próbowało wywieźć pociągiem w wersalce ze Słupska.

Wiemy, że zmarły mieszkał sam w mieszkaniu przy ul. Mochnackiego w Słupsku. Ustaliliśmy także, że dwaj mężczyźni, którzy próbowali wywieźć jego ciało, nie byli krewnymi zmarłego. Obaj są bezrobotni. O relacjach, jakie ich łączyły ze zmarłym, będziemy mogli powiedzieć po zakończeniu ich przesłuchania - dodaje prok. Iwanowicz.

Do szokującego zdarzenia doszło w czwartek po godz. 11, na dworcu PKP w Słupsku. Dwaj mężczyźni usiłowali wtaszczyć do pociągu SKM relacji Słupsk - Gdańsk wersalkę. Ktoś z pasażerów obserwował te zmagania i doznał szoku, kiedy z wersalki nagle wypadło na peron ciało. Wszczęto alarm. Na peronie leżał trup. Kolejarze natychmiast wezwali policję.

- Na razie mogę tylko potwierdzić, że taka sytuacja miała miejsce. Na pewno nie doszło do mordu w pociągu. Pozostałe okoliczności dopiero ustalamy - mówił "Głosowi" zaraz po zdarzeniu Dariusz Iwanowicz, prokurator rejonowy w Słupsku.

Nowe fakty:

Z najnowszych informacji, które w tej sprawie udziela policja i prokuratura wynika, że zwłoki z miasta próbowały wywieźć dwie osoby w wieku 22 i 40 lat. To słupszczanie. Na dworzec przewieźli ciało ukryte w wersalce. Kiedy sprawa się wydała i wybuchło zamieszanie, jeden z uczestników (starszy) stał na peronie jak wryty. Drugi rzucił się do ucieczki, ale po pościgu został ujęty przez policjantów.

Po południu prokurator zarządziła sekcję zwłok. Nieżyjący miał ok. 50 lat . Wstępne informacje, oparte na zewnętrznym oglądzie, nie wskazują, aby ktoś przyczynił się do tej śmierci. Wymagane są jednak szczegółowe badania, bo osoba przewożona w tych dramatycznych okolicznościach nie żyje... co najmniej od tygodnia.

Tło zdarzenia nie jest jeszcze znane. Zatrzymani są w tak dużym szoku, że przesłuchanie ich przeniesiono na piątek."

Powieści kryminalne po prostu piszą się same. Nic tylko czytać gazety.

Z życia wzięte

Za Gazetą Wyborczą: Czy zabójca jechał za niemieckimi turystami setki kilometrów?. Czyli sprawa tajemniczego morderstwa na Warszawskim Mokotowie.

Policja ciągle zachodzi w głowę, co było motywem zabójstwa niemieckich turystów na warszawskim Mokotowie. Jedna z wersji, którą śledczy intensywnie sprawdzają, zakłada, że zabójca pochodził z Niemiec i być może jechał za swoimi ofiarami aż do Polski. Ale jaki mógł mieć motyw: zemstę? porachunki? Bo choć robocza wersja zakładała rabunek, to raczej nie wchodzi on w grę.

Sprawa tajemniczego zabójstwa niemieckich turystów na warszawskim Mokotowie jest jednym z głównych tematów nie tylko mediów polskich, ale i niemieckich. Te ostatnie ustaliły, że ofiary to Peter H. (emerytowany pracownik zakładu ubezpieczeń), lat 61, i Silke G., lat 62 - zapaleni turyści, którzy postanowili spędzić resztę życia, podróżując po świecie.

Mieszkali w Hamburgu-Schnelsen, w 68-metrowym mieszkaniu. Ale nie byli typowymi emerytami. Witalni, otwarci na ludzi najchętniej podróżowali. Kilka razy w roku wyjeżdżali swoim vw crafterem, który jeszcze przed przejściem na emeryturę przerobili na kampera, na kilkutygodniowe wyprawy - czytamy w "Deuche Welle".

Co więcej, Silke i Peter byli niedawno bohaterami wywiadu w tygodniku "STERN". 29 marca br. na łamach gazety opowiadali o swoich marzeniach, na realizację których pracowali całe życie, i o wolności, jaką czują.

Ale wolność Petera H. i Silke G. skończyła się nagle w Warszawie, w kilka tygodni po artykule, jaki ukazał się na łamach hamburskiego tygodnika. Zwykły przypadek. Na pewno?

Nie zdążył nic powiedzieć

Para turystów została zamordowana w sobotę wieczorem na terenie ogródków działkowych przy ul. Wolickiej, u zbiegu Czerniakowskiej i Trasy Siekierkowskiej. Zbrodnię odkryli przypadkowi przechodnie, którzy wezwali policję. Jak ustalono, do kobiety ktoś strzelił cztery razy z broni palnej, w tym trzy w głowę. Mężczyzna zginął od strzału w głowę. Miał także ranę kłutą szyi. Kiedy go znaleziono, jeszcze żył. Nie zdążył jednak nic powiedzieć. Zmarł po przewiezieniu do szpitala.

Czy zabójca jechał za nimi aż z Niemiec?

Jedną z wersji, którą obecnie sprawdza policja, jest podejrzenie, że morderca pochodził z Niemiec. - Polscy policjanci korespondują z niemieckimi funkcjonariuszami i wymieniają informacje. Ta współpraca jest na tyle intensywna, że można wnioskować, iż trop jest dosyć poważny - powiedział nam anonimowo policjant z wydziału do walki z terrorem.

Czy więc zabójca jechał za turystami aż do Polski? I co mogło być powodem takiego zaangażowania? Z wywiadu socjalnego przeprowadzonego przez hamburską policję wynika, że Peter Huep i Silke Groß byli porządnymi, nierzucającymi się oczy mieszkańcami Hamburga. Żadnych narkotyków. Żadnych podejrzanych interesów. Rasowi turyści. Byli w drodze na Ukrainę - ustalił "Deuche Welle".

Para emerytów podróżowała po świecie czerwonym volkswagenem przerobionym na dom na kołach. Dotarła nim nawet do Afryki.

Przestępca z pistoletem nie zabija dla kilkuset złotych

Z samochodu pary, turystycznej wersji vw craftera, właściwie nic nie zginęło. Brakowało jedynie dokumentów kobiety. Sprawca prawdopodobnie zabrał jej torebkę. Ale czy to jej zawartość była powodem zabójstwa? - Cechą wyróżniającą tę sprawę jest to, że ofiarami były osoby, których majątek nominalnie jest niewielki. A przestępca, który posługuje się pistoletem, raczej nie zabija dla 1500 złotych. Napady z bronią palną mają zazwyczaj miejsce, kiedy chodzi o poważne precjoza i są one dużo wcześniej planowane - rozważa w rozmowie z portalem Gazeta.pl Dariusz Loranty, były negocjator policyjny.

Jak dodaje, zabójstwo zostało dokonane dość precyzyjnie, co może wskazywać na motyw rozliczeniowy lub zemstę. - Ale to tylko przesłanka. Nie możemy stwierdzić po sposobie zabójstwa, co było motywem - zaznacza.

Co wie niemiecka policja?

Hamburska policja, podobnie jak polska, na temat śledztwa nie chce się wypowiadać. - Uzgodniliśmy z prokuratorem w Hamburgu, że prokuratura odpowiadać będzie na pytania dziennikarzy - powiedział rzecznik policji miasta-landu.

Oczywiście powołano grupę i wszczęto postępowanie o zabójstwo przeciwko nieznanemu sprawcy. To obowiązek prawny. Ofiary pochodzą z Hamburga. Motyw? To stanowi nadal zagadkę.

Bardzo dziwna zbrodnia

Rzecznik prokuratury w Hamburgu, Wilhelm Möllers, przyznaje w rozmowie z "Deuche Welle", że metoda zabójstwa pary przypomina egzekucję. Poza tym twierdzi, że na temat śledztwa nie wie więcej niż śledczy w Warszawie. Ci zaś oszczędnie wypowiadają się na temat sprawy. W luźnej rozmowie przyznają jednak, że historia jest bardzo zagadkowa. - To bardzo dziwna zbrodnia. Sam jestem ciekaw, jakie jest rozwiązanie - przyznał niedawno jeden ze stołecznych policjantów. A dlaczego bardzo dziwna? - A o ilu podobnych sprawach pisaliście w ostatnim czasie? Nie przypominacie sobie? No właśnie - ja też takiego zabójstwa nie pamiętam - stwierdził.

poniedziałek, 14 maja 2012

Co czytam?

Pochuro

Dziękuję Piotrowi Pochuro za cenne uwagi dotyczące "Małych biesów" vel "Podwójnego zabezpieczenia", związane z rutynowym postępowaniem Policji w konkretnych sprawach. Odpowiedział na wiele moich pytań, dzięki którym, mam nadzieję, poprawiłem nieco książkę. Odsyłam do strony Piotra, który jest Autorem kryminałów, a jego witryna stanowi kopalnię wiedzy dotyczącej pracy organów ścigania! Strona Piotra Pochuro

Ciekawe - psychopaci (1)

Na stronie p.t. Granice nauki znalazłem ciekawy artykuł dotyczący psychopatów. Autor przywołuje prace naukowe, w których stawiana jest hipoteza, że psychopatia to efekt jednej ze ścieżek ewolucyjnych ludzkiego mózgu, ubocznej, ale też efektywnej. Dla pogłębienia tego, jakże przydatnego Autorom kryminałów tematu, polecam książkę "Psychopaci są wśród nas" Roberta D. Hare.