sobota, 9 marca 2013

Status quo

"Małe Biesy" przestały być propozycją wydawniczą, co stwierdzam z rozczarowaniem i zrozumieniem.
"Małe Biesy" przepoczwarzyły się w "Podwójne Zabezpieczenie", które, niestety, też nie jest już propozycją wydawniczą. Przemiana polegała na dość radykalnej zmianie. Wbrew trendom panującym wśród zmarłych pisarzy skandynawskich nikt nie był zainteresowany pierwszym tomem trylogii, zakończonym Wielkim Punktem Zwrotnym prowadzącym niewiadomogdzie.
No dobra. W miesiąc poskładałem wszystko, co miałem w głowie do kupy i wyszedł jeden tom, który nadawał się, niestety, do sedesu. Życzliwa Pani z Wydawnictwa powiedziała, że owszem to i to jest ok, ale tak wogle, to oczymjestpanaksiążka. Odpowiedziałem: eeee. Miała rację. Popełniłem błąd wielu sprzedawców pończoch. Twierdziłem, że sprzedaję nylon w kształcie nogi, zamiast oferować pożądanie. Pani z Wydawnictwa nie przekreśliła mnie zupełnie. Wprost przeciwnie, zrobiła coś bardzo cennego, powiedziała, co jest najlepsze w Małych Biesach vel Podwójnym Zabezpieczeniu. I być może mnie, jako twórcy. Potem poprosiła o zmiany.
No dobra, powiedziałem. W pięć miesięcy poskładałem wszystko, co miałem w głowie do kupy i wyszła z tego nowa propozycja wydawnicza, która nadaje się... I tu nie wiem. Jeszcze, ponieważ nikt tego nie czytał. Nikt. Oprócz mnie, ale wiadomo, jak krytyczni są rodzice w stosunku do własnych niemowląt. I teraz, kiedy przeczytałem post z pewnego bloga (jeszcze do niego wrócę) pod tytułem "20 zasad pisania scenariuszy wg. Pixara", zorientowałem się,że popełniłem (znów) wszystkie możliwe błędy. Teraz przede mną decyzja. Czy dać do przeczytania? Komu? Co jeszcze zmieniać?
Nie wiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz